30 gru 2013

2#Są takie chwile

W pierwszym, kwadratowym nawiasie znajduje się tekst pt. "Co należy wiedzieć przed lekturą?". Jeśli znacie całą potterowską serię, możecie ominąć ten fragment z czystym sumieniem. 

[Obliviate - zaklęcie zapomnienia. Rzucane na inną osobę, sprawia, że z jej pamięci wylatują wybrane wspomnienia - najczęściej ostatnie przeżyte chwile.
Aurorzy - w magicznym świecie osoby nadzorujące porządek, niezwykle biegłe w zaklęciach, sprawne fizycznie. Sądzę, że można powiedzieć, że są kimś w rodzaju naszej policji - tylko że bardziej skutecznej.]


Są takie chwile, kiedy balansuję na granicy bieli i czerni. Oni, piękni idealiści, dzielą świat na tylko dwa kolory - obydwoje, zarówno ty, jak i ja, zdążyliśmy się już nauczyć, że szarość też istnieje, a między bielą a czernią wcale nie ma prostej, wyraźnej kreski.

Nie mam pojęcia, czy ty balansujesz pomiędzy białym a czarnym odcieniem, czy może zdążyłeś się przechylić na jedną stronę i nie dasz rady wrócić. Boję się najciemniejszych szarości, bo w nich jeszcze tkwi człowiek i piękna, humanistyczna postawa - a człowiek jest najgorszą bestią, jaką widział kiedykolwiek świat; czerń jest jedyna i absolutnie nie człowiecza, więc chodzi budzi strach, nie budzi też litości bądź współczucia. Czerń wydaje mi się bezpieczna. [Ale wiem, że ty nigdy nie będziesz czarny].

Nie ma mnie w Londynie już tydzień, chociaż mi wydaje się, że te siedem dni (tylko siedem czy aż siedem?) przemieniły się w miesiące. Nigdzie nie czuję się jak w domu, ale zwłaszcza tam. Podobno tutaj, teraz, dzisiaj (dzisiaj niedługo będzie wczoraj), jestem bezpieczny. Co wiedzą o bezpieczeństwie ci, którzy mówią, że to ty (zabiłeś, zdradziłeś, odwróciłeś się plecami) - że to twoje wina, a przez taki szmat czasu (pół roku, tylko pół roku czy aż pół roku?) nic nie zrobili, nie zorientowali się, kto jest szpiegiem?

Miasteczko jest małe i wszyscy się tu znają i wszyscy są zbyt przyjaźni, mimo faktu, że jestem obcy i powinni czuć do mnie naturalny wstręt. Ale oni nieustannie się uśmiechają, aż mnie mdli od tego szczęścia, tylko że nie mam wyboru - jako dobrze wychowany i kulturalny człowiek też muszę się uśmiechać. To nie takie złe?
Lubię uśmiechy. Szczególnie te podawane z ciastem orzechowym i gorącą, angielską herbatą - te smakują najlepiej [Mają tu takie same konfitury śliwkowe jak w naszym sklepiku, sprowadzane z jakiegoś małego kraju na wschodzie od nas - mówiła mi Jennifer].

Nigdy nie przypuszczałem, że mogę poczuć się szczęśliwy. (Szczęście moje już na mną, jak powiedział bohater powieści, którą niedawno przeczytałem - kłamstwo - prawdopodobnie).

Obliviate, usłyszałem dzisiaj. Stali w bocznej uliczce. Nie oszołomiłem ich wtedy, bo jeden przypominał Jamesa, a inny ciebie. Tego pierwszego ominąłem bez słowa, a drugiego spytałem (wilk warknął), co właśnie powiedział. Uśmiechnął się arogancko i mruknął "To chyba nie twój interes, staruszku". Pokiwałem głową i dopiero wtedy go walnąłem (jak mugol). I dopiero wtedy powiedziałem "Obliviate" - dwa razy. Miał twoje czarne, nakłaniające do tonięcia, oczy.

Agresja wyzwala się we mnie wilkiem - z pomocą wilka, ale człowiek (to znaczy ja, ja, nie człowiek!) też reaguje całkiem impulsywnie... jak na niego (to znaczy na mnie).

Czasami chcę, żebyś wrócił, a czasami wolę nigdy już Cię nie widzieć. Byłbyś niepasujący, gdybyś stanął w nieprzyzwoicie odrapanych drzwiach i uśmiechnął się uwodzicielsko. Nie wiem nawet, czy nie wezwałbym aurorów. Nie wiem nawet, czy wciąż jesteśmy przyjaciółmi.

Są takie chwile, kiedy nawet kubek parującej herbaty wylanej na spodnie nie potrafi ostudzić tęsknoty. Pewnie to niepoprawne z mojej strony, ale wciąż tęsknię. Nie powinienem, tak powiedziałby każdy napotkany czarodziej (na razie to nie napotykam żadnych czarodziei, oprócz tamtych dwóch). To Ty zawsze zachowywałeś się niepoprawnie.


Ciekawe, co byś zrobił, gdybym to ja zdradził. Pewnie uwierzył. Podejrzewaliście mnie przecież już wcześniej. Zapominam, że nie jestem Tobą. Herbatę też już mieszam tak jak ty. Ale tylko angielską. Innych nie piję. Są za słodkie i za bardzo parzą.