W pierwszym, kwadratowym nawiasie znajduje się tekst pt. "Co należy wiedzieć przed lekturą?". Jeśli znacie całą potterowską serię, możecie ominąć ten fragment z czystym sumieniem.
[Obliviate - zaklęcie zapomnienia. Rzucane na inną osobę, sprawia, że z jej pamięci wylatują wybrane wspomnienia - najczęściej ostatnie przeżyte chwile.
Aurorzy - w magicznym świecie osoby nadzorujące porządek, niezwykle biegłe w zaklęciach, sprawne fizycznie. Sądzę, że można powiedzieć, że są kimś w rodzaju naszej policji - tylko że bardziej skutecznej.]
Są takie chwile, kiedy balansuję
na granicy bieli i czerni. Oni, piękni idealiści, dzielą świat na tylko dwa
kolory - obydwoje, zarówno ty, jak i ja, zdążyliśmy się już nauczyć, że szarość
też istnieje, a między bielą a czernią wcale nie ma prostej, wyraźnej kreski.
Nie mam pojęcia, czy ty
balansujesz pomiędzy białym a czarnym odcieniem, czy może zdążyłeś się
przechylić na jedną stronę i nie dasz rady wrócić. Boję się najciemniejszych
szarości, bo w nich jeszcze tkwi człowiek i piękna, humanistyczna postawa - a
człowiek jest najgorszą bestią, jaką widział kiedykolwiek świat; czerń jest
jedyna i absolutnie nie człowiecza, więc chodzi budzi strach, nie budzi też
litości bądź współczucia. Czerń wydaje mi się bezpieczna. [Ale wiem, że ty
nigdy nie będziesz czarny].
Nie ma mnie w Londynie już
tydzień, chociaż mi wydaje się, że te siedem dni (tylko siedem czy aż siedem?)
przemieniły się w miesiące. Nigdzie nie czuję się jak w domu, ale zwłaszcza
tam. Podobno tutaj, teraz, dzisiaj (dzisiaj niedługo będzie wczoraj), jestem
bezpieczny. Co wiedzą o bezpieczeństwie ci, którzy mówią, że to ty (zabiłeś,
zdradziłeś, odwróciłeś się plecami) - że to twoje wina, a przez taki szmat
czasu (pół roku, tylko pół roku czy aż pół roku?) nic nie zrobili, nie
zorientowali się, kto jest szpiegiem?
Miasteczko jest małe i wszyscy
się tu znają i wszyscy są zbyt przyjaźni, mimo faktu, że jestem obcy i powinni
czuć do mnie naturalny wstręt. Ale oni nieustannie się uśmiechają, aż mnie mdli
od tego szczęścia, tylko że nie mam wyboru - jako dobrze wychowany i kulturalny
człowiek też muszę się uśmiechać. To nie takie złe?
Lubię uśmiechy. Szczególnie te
podawane z ciastem orzechowym i gorącą, angielską herbatą - te smakują
najlepiej [Mają tu takie same konfitury śliwkowe jak w naszym sklepiku,
sprowadzane z jakiegoś małego kraju na wschodzie od nas - mówiła mi Jennifer].
Nigdy nie przypuszczałem, że mogę
poczuć się szczęśliwy. (Szczęście moje już na mną, jak powiedział bohater
powieści, którą niedawno przeczytałem - kłamstwo - prawdopodobnie).
Obliviate, usłyszałem dzisiaj. Stali w bocznej uliczce. Nie oszołomiłem
ich wtedy, bo jeden przypominał Jamesa, a inny ciebie. Tego pierwszego ominąłem
bez słowa, a drugiego spytałem (wilk warknął), co właśnie powiedział.
Uśmiechnął się arogancko i mruknął "To chyba nie twój interes,
staruszku". Pokiwałem głową i dopiero wtedy go walnąłem (jak mugol). I
dopiero wtedy powiedziałem "Obliviate" - dwa razy. Miał twoje czarne,
nakłaniające do tonięcia, oczy.
Agresja wyzwala się we mnie
wilkiem - z pomocą wilka, ale człowiek (to znaczy ja, ja, nie człowiek!) też
reaguje całkiem impulsywnie... jak na niego (to znaczy na mnie).
Czasami chcę, żebyś wrócił, a
czasami wolę nigdy już Cię nie widzieć. Byłbyś niepasujący, gdybyś stanął w
nieprzyzwoicie odrapanych drzwiach i uśmiechnął się uwodzicielsko. Nie wiem
nawet, czy nie wezwałbym aurorów. Nie wiem nawet, czy wciąż jesteśmy
przyjaciółmi.
Są takie chwile, kiedy nawet
kubek parującej herbaty wylanej na spodnie nie potrafi ostudzić tęsknoty.
Pewnie to niepoprawne z mojej strony, ale wciąż tęsknię. Nie powinienem, tak
powiedziałby każdy napotkany czarodziej (na razie to nie napotykam żadnych
czarodziei, oprócz tamtych dwóch). To Ty zawsze zachowywałeś się niepoprawnie.
Ciekawe, co byś zrobił, gdybym to
ja zdradził. Pewnie uwierzył. Podejrzewaliście mnie przecież już wcześniej.
Zapominam, że nie jestem Tobą. Herbatę też już mieszam tak jak ty. Ale tylko angielską.
Innych nie piję. Są za słodkie i za bardzo parzą.