9 lis 2013

Oczy ~*~ wprowadzenie


Ta noc jest niczym innym, jak tylko wielkimi, czarnymi oczami, o wiele bardziej przerażającymi niż kiedykolwiek. W tęczówkach nie ma już brązu, jest tylko okropna, niezgłębiona czerń, która napawa Remusa strachem -

- strach jest tym, co towarzyszyło mu od najmłodszych lat. Najpierw, jako mały, kilkuletni dzieciak, bał się pełni, których zresztą boi się wciąż, bo to lęk z gatunku tych nieprzemijających. Bał się własnych wilczych odruchów i krwi, krew zawsze była najgorsza, szczególnie człowieka. Remus doskonale pamięta jej smak, metaliczny, gorzkawy, który poczuł na języku w nieodpowiedniej chwili i to tylko przypadek sprawił, że on - nie, nie on, to był wilkołak - nie zabił. Było blisko, bliżej niż w jakimkolwiek innym momencie w krótkim życiu chłopca, a on wciąż - czasami, nie za często - ma przed oczami czerwone plamy, nienawidzi czerwieni, rozlewającej się po podłodze, czerwień ma być optymistyczna, ma być ciepłym kolorem, a w takich momentach jest nienawistna, nieprzyjazna, na jej widok Remus ma ochotę zwymiotować, bo to najgorszy odcień czerwieni -

- Ale ta czerń jest gorsza. Ciemniejsza i o wiele bardziej mroczna, jest w niej też kropla - albo i dwie lub trzy - szaleństwa, bólu i tęsknoty, a i tak nie potrafi czerni rozszyfrować, nie umie pomóc i czuje bezsilność, której nienawidzi -

- nienawidzi wielu rzeczy. Najbardziej chyba Wilka i Voldemorta, bo to oni wspólnie, a jednocześnie tak bardzo osobno ucięli marzenia Remusa o szczęśliwym, bezproblemowym życiu, zamienili je na pragnienia o wygranej wojnie i braku wielu poległych, braku śmierci najbliższych, chociaż tak bardzo dalekich -

- I oczy są dalekie, niby bliskie, a przecież tyle kilometrów stąd, te oczy nie mogą być prawdziwe, bo Remus rozpoznaje już ich właściciela. Właściciel siedzi w swoim domu - małej, nieprzytulnej kawalerce, w której jednak jest trochę niewymuszonego uroku, gdy on tam jest - absolutnie bezpieczny, nie ma przecież powodu, aby jego oczy były pełne szaleństwa tak, jak teraz -

- teraz jest złym snem, musi być złym snem, bo gdyby nim nie było, coś by zginęło w sercu Remusa. Syriusz nie może wyglądać tak beznadziejnie, nie może mieć pomiętych ubrań i rozczochranych włosów - to James zawsze ma rozczochrane, nieujarzmione włosy - Syriusz nie powinien, nie wolno mu, wyglądać na takiego zmęczonego i zrezygnowanego, pełnego wyrzutów sumienia i zwykłego, człowieczego bólu -

- Już nie ma bólu, ból znika, Syriusz prostuje się i patrzy Remusowi prosto w twarz, usta wykrzywia w jakimś dziwnym, nienaturalnym grymasie, usta ma blade i spierzchnięte, ale nawet teraz majestatyczne. Potrząsa głową i rękami, więc Remus kieruje na nie wzrok i widzi kajdanki, stalowe i połyskujące srebrem w łagodnym świetle księżyca -

- to nie pełnia, to nie pełnia, a S-Syriusz nie jest skuty, powtarza sobie jak mantrę -

- Tylko że żadne powtarzanie już nie pomoże, bo do Syriusza podchodzą aurorzy, a on zwraca się w ich stronę. Masz coś na swoje usprawiedliwienie? - pyta jeden z nich zimnym, nieprzyjaznym tonem, a Łapa - jeszcze Łapa, jeszcze kilka chwil jest Łapą - uśmiecha się uśmiechem szaleńca i wybucha tak samo szaleńczym, niepokojącym śmiechem, który w ogóle nie powinien wybrzmieć. Syriusz się śmieje, ale Remus widzi jego strach, i chce mu pomóc, lecz nie może ruszyć się z miejsca -

- oni to robią, odchodzą, zabierają Łapę, teleportują się z cichym trzaskiem, i to jest już koniec.


Nie ma ani Syriusza, ani Jamesa, ani Petera, nawet Lily odeszła, więc to koniec naprawdę. Umysł Remusa nie broni się przed powiedzeniem mu tego, nie broni nawet jego przyjaciół, którzy przecież zostawili go samego, nie broni nawet Syriusza, który zdradził. Remus poddaje się razem z Wilkiem, razem podnoszą ręce i jest to pierwsza rzecz, jaką robią razem, potem przychodzi następna. Ucieczka.

Odejście to nie rozwiązanie, mówi mu Albus, ale co innego ma zrobić? Zostać i wystawić się na pastwę nieprzychylnych spojrzeń (przyjaciel zdrajcy, przyjaciel mordercy, winny, winny)? Więc ucieka, i to jest pierwszy koniec, w końcu potem przyjdą jeszcze następne.

2 komentarze:

  1. Zdecydowanie podoba mi się Twoja koncepcja. "Niepoukładanie" to genialne rozwiązanie. Dawno też nie czytałam nic o Remusie.
    Mam tylko jedną uwagę.
    "Nie ma ani Syriusza, ani Jamesa, ani Petera, nawet Lily odeszła, więc to koniec naprawdę, umysł Remusa się nie broni przed powiedzeniem mu tego, nie broni nawet jego przyjaciół, którzy przecież zostawili go samego, nie broni nawet Syriusza, który zdradził. "
    Jak dla mnie, to trochę za długie zdanie. Podzieliłabym je co najmniej na dwa osobne. Rozumiem, co chcesz przekazać, ale po drodze można się trochę zgubić. Jednak wiem, to Twój zamysł i nic mi do tego ;-)
    Ach, z niecierpliwością wyczekuję 24 listopada!
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tak pozytywnie nastrajający komentarz, naprawdę mi miło!
      Ja ostatnio zastanawiałam się nieco nad istotą Remusa i jego odczuciami, ponieważ jest postacią pesymistyczną, w końcu stracił wszystko. W Internetach nie ma za dużo opowiadań na jego temat, a przecież można tworzyć o nim rzeczywiście przednie historie! Jako że ja osobiście wręcz przepadam za postaciami pokazanymi w dość smutny, czasem rozpaczliwy sposób, tym sposobem zapałałam do Lupina pozytywnymi uczuciami.
      Cóż, lubię długie zdania, ale to akurat chyba rzeczywiście jest nieco za długie, dziękuję za zwrócenie uwagi, postaram się je przemienić.
      Tylko nie oczekuj zbyt wiele :), to będzie właśnie zwykły zbiór myśli, nawet nie opowiadanie (chociaż podstawowa koncepcja zakładała taką właśnie formę). Odrobinę pomieszane i może za krótkie, ale będzie się tu łączyć Remus, Wilk, a także jakaś cząstka mnie. Mam jednakże nadzieję, że się spodoba :)
      Ja również pozdrawiam i ściskam ciepło!

      Usuń

Proszę o sensowne, konstruktywne komentarze. Z góry dziękuję.
Bez spamu. To nie miejsce na reklamy blogów.